A dziś znowu nie czułam lewej nogi. Mam tak czasami, że tracę w niej czucie. Trwa to już trzy tygodnie. Wie o tym tylko jedna osoba. Dżola. Moje przyjaciółka. Powiedziałam jej o tym dopiero wczoraj. Jest na mnie zła, że nie chce iść do lekarza. Ale ja na prawdę nie pójdę. To nic poważnego. Samo nie długo przejdzie. A jak nie to trudno. Nawet gdym miała od tego umrzeć nie pójdę. Po co? Nie mam dla kogo żyć. A dlaczego się nie zabiję? Bo nie mam odwagi....
Czy jest szansa, że coś/ktoś mi pomoże?
Może żyletki. Ale czy one rozwiążą moje problemy?
Ale spróbować można.
Może jak będzie mnie bolała ręka to nie będę myślała o nim. O x...
Znowu płakałam.. Dlaczego? Sama nie wiem. Chyba przez ojca. Brakuje mi go. Zostawił mnie jak miałam rok. Zobaczyłam się z nim dopiero po 12 latach, a potem znowu zniknął na 3 lata. Wczoraj go widziałam dwa domy od mojego. To tam mieszkają rodzice jego nowej dupy. Pewnie był u teściów na obiedzie. Nawet nie zadzwonił. Teraz to pewnie nawet by mnie nie poznał.
To boli. Wiem że jest kilkadziesiąt metrów ode mnie, a nawet z nim nie rozmawiam....